Związki z Tczewem

Galilejska uroda Kociewia i Kaszub, lato na Kaszubach z cieniami białych, masywnych obłoków, wędrujących po wzgórzach, nad polami z dojrzewającym żytem, nad jasnymi kartofliskami, nad ciemnymi lasami, z jeziorami rozsypanymi jak rybie łuski, nad łubinami krzyczącymi z radości! Tylko Toskania może stanąć obok tej uśmiechniętej ziemi.

(Gałęzie i liście, s. 171)



Podążyłem w duchu śladem tych adresów, które były moimi po przeprowadzce z Lubawy do Tczewa: najpierw ulica Wąska 2, potem Kopernika 5, aż wreszcie ten dom na Lecha 3, z którym właściwie byłem najbardziej związany, spędziłem w nim bowiem w pełni świadome już lata, po powrocie z wojennego wysiedlenia. Trafiłem z zamkniętymi oczyma. Wszedłem na pierwsze piętro, właściwie nic się nie zmieniło (...) Wszystko było takie jak przed laty: i balkon mojego pokoju, i klatka schodowa, i dom na zewnątrz tak samo poobijany. Tu czas zatrzymał się w 1945 roku.

(Obrót rzeczy, s. 153)



Do Pelplina przyjeżdżam wczesnym rankiem. Pięć tysięcy mieszkańców. Stolica diecezji. Tu zdarzyło się literalnie wszystko, co było ważne w moim życiu. Jedna ulica prowadzi z dworca na rynek, druga z rynku, obok katedry, do Starogardu Gdańskiego, z tym, że za mostem rozgałęzia się w kierunku cmentarza nad rzeką. (...) Tu będę chyba mieszkał do śmierci. Że takie małe miasteczko? Po tylu podróżach wiadomo już mniej więcej, że świat może być jedną rzeką, jednym kościołem, jedną ulicą, drzewem za oknem, odrobiną książek, płyt i - last but not least - kilku dobrymi ludźmi. Można jeździć po świecie, ale gdzieś trzeba mieszkać.

(Gałęzie i liście, s. 138)



W Pelplinie przed oknami miałem cały park, potężny jak symfonia i tak piękny w swojej nieregularności, zagmatwaniu i pewnym zaniedbaniu, że trudno się było oderwać od spoglądania w okno. (...) Przed moimi oknami rosły, wraz z dzikim bzem, potężne jaśminy, "prawdziwe drzewa jaśminowe" jak mówi Iwaszkiewicz w "Tataraku". Zawsze czekałem czerwca, aby nie przegapić ich kwitnienia.

(Gałęzie i liście, s. 171)



Mnie jednak dane dziś było przeżyć coś bardzo wzruszającego: obchody trzeciomajowe w Tczewie, tam gdzie w nich uczestniczyłem jako dziecko. Pomijam miły fakt, że tego dnia nadano mi, doprawdy niezasłużenie, honorowe obywatelstwo "grodu Sambora" położonego na lewym brzegu Wisły. (...) Skonfudowany tymi uroczystościami, bo to i msza koncelebrowana z ks. biskupem Szlagą, wojsko, młodzież, współobywatele w pięknym amfiteatrze położonym w parku, wszystko to pomimo złej pogody, za sprawą której zrobiła się druga Japonia: zakwitło naraz wiele barwnych parasoli. Wygłosiłem homilię.

(Obrót rzeczy, s. 52)


Film Ks. Janusz St. Pasierb - Pomorski wędrowiec


©ZSE 2005-2008. All Rights Reserved. Wykonanie: TCZ.PL Sp. z o.o.